NaStyku.pl

Maciej Leszkowicz: Tworzymy zgrany zespół

13 października obchodzony jest Dzień Ratownictwa Medycznego. To okazja do przyjrzenia się organizacji pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zgorzelcu. Miejsca, gdzie ratuje się życie, udziela pomocy chorym i poszkodowanym w losowych zdarzeniach.
Marzena Krupa – pielęgniarka oddziałowa SOR i Maciej Leszkowicz – kierownik działu ratownictwa medycznego
Marzena Krupa – pielęgniarka oddziałowa SOR i Maciej Leszkowicz – kierownik działu ratownictwa medycznego

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Maciejem Leszkowiczem, który od 1 stycznia 2019 r. pełni obowiązki kierownika działu ratownictwa medycznego w zgorzeleckim szpitalu oraz Marzeną Krupą – pielęgniarką oddziałową Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, pracującą w zawodzie od 28 lat.

Czy może Pan przybliżyć strukturę zgorzeleckiego działu ratownictwa medycznego?

Maciej Leszkowicz, kierownik działu ratownictwa medycznego w Zgorzelcu: Dział ratownictwa medycznego jest największym działem tego szpitala. Skupia około 150 osób, w tym lekarzy. W skład ratownictwa medycznego wchodzi Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) i Pogotowie Ratunkowe, czyli zespoły wyjazdowe. Na terenie powiatu zgorzeleckiego stacjonują 4 takie zespoły (po jednym podstawowym w Węglińcu i Bogatyni oraz dwa w Zgorzelcu: jeden podstawowy z dwoma ratownikami medycznymi i drugi typu „S”, czyli specjalistyczna karetka pogotowia z lekarzem). Do tego dochodzi dyspozytornia transportu sanitarnego oraz zespoły tarnsportowe – transportujemy pacjentów do poszczególnych poradni w szpitalu, odwozimy ich do domów, przewozimy na zlecenia lekarzy POZ, czy do szpitali wyższej referencyjności. Najprostszy przykład: pacjent, u którego zdiagnozowano krwiaka mózgu jest transportowany przez nas do najbliższego wolnego szpitala z oddziałem neurochirurgii.

Chcę zwrócić uwagę na to, że dyspozytornia transportu to nie jest to samo co dyspozytornia pogotowia ratunkowego. Od 2017 r. wszystkie zespoły państwowego ratownictwa medycznego są dysponowane przez dyspozytornię w Legnicy, nie jak wcześniej w Zgorzelcu.

Bardzo często korzystamy z transportu lotniczego. Według statystyk wojewody najczęściej w województwie, a składają się na to dwie rzeczy: dysponujemy bardzo dobrym i przede wszystkim czynnym całą dobę lądowiskiem. Korzystamy z tej opcji, ponieważ jest to najbardziej komfortowy i najszybszy sposób transportu pacjenta w stanie zagrożenia życia do ośrodka wyższej referencyjności. Śmigłowiec nie przyleci do nas tylko w dwóch przypadkach: gdy jest niedostępny lub warunki atmosferyczne uniemożliwiają jego start.

Przy szpitalnym oddziale ratunkowym usytuowana jest również nocna i świąteczna opieka zdrowotna czynna w dni powszednie od 18:00 do 08:00 oraz w dni wolne od pracy i święta całodobowo.

Jakim personelem dysponuje obecnie Szpitalny Oddział Ratunkowy?

Maciej Leszkowicz: Gdy objąłem stanowisko kierownika działu ratownictwa medycznego, to jedną z pierwszych moich decyzji było namówienie dr Artura Limanowskiego, doświadczonego specjalistę chirurgii i specjalistę medycyny ratunkowej, do objęcia funkcji kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Wcześniej dr Limanowski był ordynatorem SOR w Żarach. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że chcemy mieć w Zgorzelcu jak najwięcej dobrych specjalistów i tak też ukierunkowałem swoje działania… W tej chwili możemy się pochwalić tym, że w naszym szpitalu mamy chyba najwięcej na Dolnym Śląsku, bo aż 7 specjalistów medycyny ratunkowej. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę to, że w całym kraju jest ich około tysiąca. W ciągu ostatniego roku udało nam się ściągnąć do Zgorzelca naprawdę wybitnych lekarzy z Warszawy, Łodzi, czy Wrocławia. Serce się raduje, gdy udaje mi się zaplanować grafik, w którym w ciągu doby dyżuruje 3 specjalistów medycyny ratunkowej – przy okazji mają oni też inne specjalizacje np. z chirurgii, anestezjologii, czy interny. Obecnie personel liczy 22 lekarzy, ponad 60 ratowników medycznych, około 30 pielęgniarek i ponad 20 kierowców, pracowników administracyjnych itp. Ponad 90% personelu posiada wyższe wykształcenie.

 Od lewej: Maciej Leszkowicz - kierownik działu ratownictwa medycznego, dr Artur Limanowski – kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, Krzysztof Tyrała - ratownik medyczny, Marzena Krupa – pielęgniarka oddziałowa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, Mariusz Maciej – ratownik medyczny

Od lewej: Maciej Leszkowicz - kierownik działu ratownictwa medycznego, dr Artur Limanowski – kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, Krzysztof Tyrała - ratownik medyczny, Marzena Krupa – pielęgniarka oddziałowa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, Mariusz Maciej – ratownik medyczny 

Braki kadrowe nie dotyczą zgorzeleckiego działu ratownictwa medycznego?

Maciej Leszkowicz: To nie jest tak, że nie zmagamy się z problemami kadrowymi, bo każdy chciałby więcej… Ale nie borykamy się z takimi przypadkami jak np. SOR w Legnicy, gdzie z powodu braku lekarzy zawieszono dyżurowanie w części chirurgicznej. Ustalenie grafiku lekarskiego, ratowniczego, czy pielęgniarskiego nie jest łatwą rzeczą. Teraz mogę powiedzieć, że w październiku jesteśmy dobrze zabezpieczeni. Pracujemy z dr Limanowskim nad tym, aby do Zgorzelca przyjeżdżało i zostawało z nami jak najwięcej dobrych specjalistów. Obecna sytuacja na rynku pracy zmusza nas do poszukiwania nowych pracowników. Bardzo pomaga nam w tym dyrekcja oraz dział służb pracowniczych szpitala. Dobrzy lekarze nie są dostępni, aby ich ściągnąć trzeba dużo rozmawiać i posiłkować się dobrymi argumentami.

Analizując rynek pracy widzimy też, że zaczyna brakować ratowników medycznych oraz pielęgniarek. W naszym przypadku nie jest źle – zatrudniamy ponad 60 ratowników medycznych i około 30 pielęgniarek. Ale nie oszukujmy się, obecnie średnia wieku pielęgniarek w Polsce wynosi 55 lat. Co prawda na uczelniach wyższych odbudowują się kierunki pielęgniarstwa, ale na wymianę czy uzupełnienie kadr potrzeba czasu. Podam tutaj przykład ze Śląska, gdzie w ubiegłym roku kierunek ten stacjonarnie ukończyło 60 pielęgniarek, z czego 56 miało już podpisane umowy o pracę poza granicami naszego kraju.

Ile średnio dobowo pacjentów zaopatruje zgorzelecki oddział ratunkowy?

Maciej Leszkowicz: Kilkudziesięciu pacjentów dobowo, w weekendy ponad stu. Rocznie około 20 tysięcy. To bardzo dużo.

Niewiele osób wie, do czego faktycznie służy Szpitalny Oddział Ratunkowy. Dziś pacjent udaje się tam, bo nie wie gdzie indziej może zgłosić się po pomoc. Niewiedza skutkuje tym, że na korytarzach SOR-ów często są niekończące się tłumy pacjentów. Wyjaśnijmy w jakich przypadkach należy się zgłaszać na SOR?

Maciej Leszkowicz: Najkrócej mówiąc: w stanach zagrożenia życia. Na SOR powinni trafiać ci, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy medycznej. I to jest tutaj priorytetem. Niestety wg statystyk aż 80% pacjentów, zgłaszających się na szpitalne oddziały ratunkowe, nie powinno się tam w ogóle znaleźć. Z lżejszymi dolegliwościami bądź chorobami przewlekłymi powinni zgłosić się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, a w dni wolne od pracy oraz święta korzystać z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.

Z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć chorych, którzy zgłaszają się na SOR z lżejszymi dolegliwościami. Często tutaj szukają pomocy, bo np. nie mogli dostać się do lekarza POZ. Oczywiście udzielamy pomocy każdemu, kto się do nas zgłosi. Tak jak wspomniałem wcześniej, rocznie SOR w Zgorzelcu zaopatruje około 20 tys. pacjentów i to nie tylko z powiatu zgorzeleckiego. Przyjeżdżają do nas pacjenci z powiatów lubańskiego, bolesławieckiego, lwóweckiego, czy nawet jeleniogórskiego. Każdy jest dla nas ważny, tylko każdy z nich powinien się liczyć z czasem oczekiwania – pierwszeństwo mają osoby w stanach nagłych, zagrażających życiu.

1 lipca weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia przewidujące m.in. zmiany w systemie zarządzania szpitalnymi oddziałami ratunkowymi i wprowadzenie ujednoliconego systemu segregacji medycznej. Kiedy system triażowy TOPSOR zostanie wprowadzony w Zgorzelcu i na czym on polega?

Maciej Leszkowicz: System triażowy TOPSOR wprowadzany jest obecnie w największych Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych w kraju. Do końca 2020 r. ma objąć wszystkie SOR-y. Kiedy zacznie funkcjonować w Zgorzelcu? Nie jestem w stanie podać konkretnej daty, ponieważ nie dysponujemy jeszcze harmonogramem wdrażania tego systemu, aczkolwiek jesteśmy do niego przygotowani.

Co się zmieni? Chory, który sam zgłosi się do placówki otrzyma numerek, a po jego wyświetleniu zostanie wezwany do rejestracji. Wtedy triażysta po wykonaniu wstępnych badań przydzieli mu właściwy kolor opaski decydujący o czasie oczekiwania. Jako pierwszy pomoc otrzyma pacjent z czerwoną opaską. Najdłuższy czas oczekiwania w przypadku pacjentów z lekkimi dolegliwościami może wynieść nawet 240 minut. Każdy chory będzie na bieżąco monitorowany. W przypadku pogorszenia się jego stanu zostanie retriażowany, a co za tym idzie szybciej zostanie mu udzielona pomoc. W założeniu rozwiązanie to ma usprawnić pracę SOR-ów, które powinny szybciej udzielać pomocy pacjentom, zgodnie z najwyższymi standardami medycyny ratunkowej.

Trwa rozbudowa zgorzeleckiego SOR-u. Co obejmuje modernizacja?

Maciej Leszkowicz: Prace powoli zbliżają się ku końcowi. Nowy SOR zostanie powiększony o strefę segregacji medycznej (triaż) i przyjęć, nowe gabinety konsultacyjne i zabiegowe, 4 monitorowane i w pełni oprzyrządowane łóżka OIOM-owskie, 2 stanowiska reanimacyjne i 7 łóżek obserwacyjnych.

 Szpitalny Oddział Ratunkowy w Zgorzelcu w trakcie przebudowy

Szpitalny Oddział Ratunkowy w Zgorzelcu w trakcie przebudowy

Jaki według Pana jest największy problem działalności SOR-ów? Co należałoby zmienić w oddziale, żeby mógł on działać sprawniej? 

Maciej Leszkowicz: Pierwszą rzeczą jest edukacja społeczeństwa o tym, w jakich przypadkach należy zgłaszać się na SOR. Drugą sprawą są finanse i rosnące koszty utrzymania, zakupu sprzętu medycznego, czy wynagrodzenia itd. Nasz dział znajduje się w miarę dobrej sytuacji, bo uczestniczymy w wielu programach, które umożliwiają np. zakup nowego sprzętu czy przebudowę SOR-u. Szpital otrzymał ostatnio dotację w kwocie 400 tys. zł na zakup nowego ambulansu, który docelowo trafi do Bogatyni. Należy mieć jednak świadomość, że pieniądze te wystarczą tylko na zakup samochodu i drobnego sprzętu. Wyposażenie karetki w respirator, defibrylator i inne sprzęty to kolejne kilkaset tysięcy, które musi wyłożyć szpital. Warto tutaj wspomnieć, że w standardowym wyposażeniu naszych karetek znajduje się masażer serca. To wspaniałe urządzenie, ratujące życie. Podłączenie człowieka do takiego urządzenia pozwala na masowanie serca jednorodnie przez cały czas. W tym czasie ratownik medyczny jest odciążony, ma wolne ręce i może wykonywać inne czynności przy pacjencie.

Od 11 lat nie zmieniła się stawka dobokaretki, czyli za utrzymanie wozu i obsługi. W tym roku została ona nawet obniżona. Wcześniej wynosiła ona lekko ponad 4 tys. zł za karetkę typu „S”, teraz 3 950 zł. Jak w tym czasie wzrosły wynagrodzenia pracowników, koszty paliwa, zakupu części, utrzymania sprzętu medycznego? Do Ministerstwa Zdrowia kierowane są apele dyrekcji szpitali i Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego o podwyższenie tych stawek, czekamy na odpowiedzi i decyzje.

Co jeszcze znajduje się w standardowym wyposażeniu karetki?

Marzena Krupa: Nasze karetki są także wyposażone w system live net. Ma to szczególne znaczenie w nagłych przypadkach zagrożenia życia, zwłaszcza tych bezpośrednio związanych z kardiologią. W takich przypadkach ratownik medyczny znajduje się w stałym kontakcie z oddziałem kardiologicznym. Lekarz kardiolog „widzi” monitorowanego w karetce pacjenta. Jest to odciążenie psychiczne dla ratownika medycznego, który może podjąć decyzję wspólnie z lekarzem. Dodatkowo ratownik ma kontakt telefoniczny z oddziałem i może na bieżąco konsultować sytuację kliniczną pacjenta. Jeśli pacjent wymaga kardiologii interwencyjnej, to z karetki trafia prosto do pracowni hemodynamiki. Nie przechodzi przez formalności na SORze.

Często słyszymy, że pacjenci potrafią wyładować złość na lekarzach, ratownikach medycznych czy obsłudze karetek? Czy na Waszym oddziale również dochodzi do nerwowych sytuacji?

Maciej Leszkowicz: Nie ma co ukrywać – strach, lęk, złość, agresja i bezsilność są dość bolesną paletą uczuć i emocji w naszej pracy. Jeśli chodzi o pobicia, to na szczęście nie spotkaliśmy się z takimi sytuacjami. Za to dwa razy zdewastowano nam karetkę i znajdujący się w niej sprzęt. Sprawcy zostali skazani. Większość naszych pracowników wie jak obejść się ze zdenerwowanym, czy agresywnym pacjentem, wie jak go „rozbroić”.

Co daje Państwu największą satysfakcję w pracy?

Maciej Leszkowicz: Uratowanie ludzkiego życia. I nie chodzi tutaj o podziękowania, czy wdzięczność pacjentów. To niesamowite uczucie, jak po dyżurze przychodzą lekarze lub ratownicy medyczni i mówią „szefie, 3-0 dla nas”, tzn. „wyciągnęliśmy 3 osoby z tamtej strony”. Nic innego tak nie motywuje do pracy i napędza do działania, jak to!

Marzena Krupa: Albo jak widzimy, że pacjent po reanimacji wychodzi do domu o własnych siłach. Po przyjęciu na SOR, udzieleniu pomocy, taka osoba trafia na inny oddział. Mija jakiś czas, zostaje wypisana. Otrzymujemy zlecenie na transport i odwozimy ją do domu. Przy pomocy w przemieszczaniu się najczęściej mówią „nie, nie”, wstają z wózka i mówią z uśmiechem „popatrzcie” i dalej idą sami.

Co uważa Pan za największy sukces w dotychczasowej pracy?

Maciej Leszkowicz: Ludzie, z którymi mogę tutaj współpracować. Ludzie, którzy tworzą efektywny i zgrany zespół. Moi najbliżsi współpracownicy dr Limanowski, pani Marzena Krupa i wiele, wiele innych. Trudno tu każdego wymienić z nazwiska. Każdy z nich jest ważną częścią zespołu: lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki, kierowcy i dyspozytorki transportu… Bez jednego trybu, ta machina by nie funkcjonowała. Tutaj pracują ludzie z pasją…

Jak radzą sobie Państwo ze stresem obecnym w pracy?

Maciej Leszkowicz: Każdy z nas radzi sobie ze stresem w inny sposób. Jedni uprawiają sport, drudzy gotują, a jeszcze inni malują… Każdy z nas ma rodziny i ważne jest, aby nie odreagowywać pracy w domu, dlatego po każdym ciężkim dniu, po każdej ciężkiej akcji staramy się wspólnie usiąść i przegadać temat. Wyrzucić emocje, powiedzieć co wydarzyło się dobrego, a co złego, z czego jesteśmy zadowoleni, a z czego nie. Wtedy człowiek wychodzi stąd z „lżejszą głową” i nie obciąża bliskich negatywnymi emocjami.

Marzena Krupa: Dokładnie, nie można niczego zostawiać w sobie. Przykładowo potrafimy na takim spotkaniu wykrzyczeć się, czasem nawet przekląć, bo padają różne słowa. Ale zawsze robimy to w zespole, wzajemnie się wspieramy, analizujemy każdy przypadek, wyciągamy wnioski… Tworzymy zespół. Inaczej nie poradzilibyśmy sobie ze stresem.

13 października obchodzony jest Dzień Ratownictwa Medycznego. Czego życzą Państwo sobie i swoim współpracownikom? 

Marzena Krupa: Rozwijania swoich pasji, siły i wytrwałości potrzebnej nie tylko w pracy ale i w życiu codziennym. I przede wszystkim dziękujemy za trud i poświęcenie w codziennej służbie.

Maciej Leszkowicz: I większych środków finansowych przeznaczanych na ratownictwo medyczne :) Bo w przypadku ratownictwa medycznego nie są one uzależnione od dyrekcji szpitala, a od kwot przekazywanych bezpośrednio z Budżetu Państwa. I tego, aby ludzie patrzyli na nas przychylnym okiem. Bo jesteśmy od tego, żeby pomagać, a nie szkodzić.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękujemy.

Aktualna ocena: 4,1/5
Oceń zdjęcie:
Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym jeszcze nie napisaliśmy? Pisz na adres e-mail: lub daj znać nam na Facebooku.

Tagi

Warto przeczytać

Symboliczny pogrzeb węgla brunatnego pod oknami Marszałka Województwa Dolnośląskiego - zdjęcie nr 24

Dolnośląski Alarm Smogowy: Brunatne dopalacze z Bogatyni nadal w sprzedaży

Życie
poniedziałek, 21 października 2019, 16:35
Pełnomocnik Rządu ds. Programu „Czyste Powietrze” oraz Dolnośląski Alarm Smogowy wzywają Kopalnię Turów do zaprzestania sprzedaży detalicznej węgla brunatnego. Pod oknami Marszałka Województwa Dolnośląskiego zorganizowali specjalny happening.

Zobacz również